Psy vs. Koty Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Dzień Z Życia Rylynna
Autor Wiadomość
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-02, 19:33   



    ..... Mirage przyjęła spokojnie słowa samca, co więcej - zdawało się, jakby nie robiły na niej większego wrażenia. Odwróciła na moment łeb, uśmiechając nieco w stronę samca.
    - Nie zrobisz mi krzywdy. Gdybyś miał być jednym z tych bydlaków o złych zamiarach, nie miałbyś problemem ze zdobyciem tego, czego potrzebujesz. A Ty tymczasem szukasz pomocy, choć zapewne niekoniecznie chcesz się do tego przyznać. - powiedziała spokojnie, wchodząc po niewielkich, wymiarowych schodkach. Zatrzymała się przed drzwiami do domu. Drzwi nieco znane z amerykańskich bajek, ze specjalnym wejściem dla psa. Jednak - nie oszukujmy się - wielkie cielsko Włóczęgi nie miało szans się tędy przecisnąć, zatem spanielka poprosiła, aby ten zaczekał i zniknęła w domku. Po krótkiej chwili drzwi ze skrzypnięciem rozsunęły się, a stanęła w nich starsza kobieta, nieco przygarbiona, wspierająca się na drewnianej lasce. Spojrzała spod grubych szkieł na czarnego psa, a jej pomarszczona skóra rozciągnęła się nieco w ciepłym uśmiechu.
    - Witaj. Kawał z Ciebie psa, zapewne jesteś głodny. - rzekła pogodnie, choć z niemałą trudnością, powoli wypowiadając każde ze słów. Po chwili, pozostawiając wciąż otwarte drzwi, gestem dłoni zaprosiła samca do środka. Ganek może nie był zbyt wielki, jednak Rylynn spokojnie zmieściłby się w nim, a jego ruchy nie byłyby skrępowane. Po prawej stronie drzwi widniała szafka i to właśnie jej drzwiczki zostały właśnie otwarte przez kościstą, chudą dłoń kobieciny. Wyjęła ona z niej miskę, którą napełniła wodą z kranu, ulokowanego tuż obok i postawiła na ziemi, oczekując samca.



 
     
Rylynn 
Dorosły
The blue one



Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 37
Wysłany: 2012-01-03, 16:48   

Rylynn pokręcił odrobinę ciężkim łbem.
-Nie wszystko, co mogą pragnąć takie spaczone psy, da się zdobyć bezpośrednią, prostacką brutalnością, Mirage. Tacy właśnie, którzy oprócz siły mają też rozum, są najniebezpieczniejsi- wyjaśnił spokojnie- A fakt, że potrzebuję pomocy, nie jest niczym, co miałbym skrywać, bo i po co? Proszenie o wsparcie nie jest żadnym dyshonorem...
Zdobywanie pomocy od innych było tylko kolejną umiejętnością, potrzebną komuś samodzielnemu. W jakiś sposób mógłby to nazwać wyręczaniem się, wykorzystywaniem cudzej przychylności aby odnieść korzyść, za którą nie zamierzał się przecież nijak odwdzięczyć. Nie zależało mu nigdy na przynoszeniu innym strat, ale gdyby miał na tym skorzystać, nie zawahałby się przed sprowadzeniem na kogoś innego jakiegoś nieszczęścia. Nie znał uczucia troszczenia się o drugą osobę bardziej niż o siebie samego...
Po powitaniu przez starszą panią, oblizał szeroką kufę, spoglądając na nią trochę spode łba, ale przyjaznym wzrokiem. Jego ogon nieco przyspieszył w tym swoim kołysaniu się na boki, robiąc teraz całkiem energiczne wahadełko. Gdy została przed nim postawiona miska z wodą, podszedł do niej trochę zbyt szybko niż wymagałby to savoir-vivre, a potem łapczywie zanurzył w niej pysk, gasząc pragnienie sporymi haustami.
Gdy płynu wyraźnie ubyło, podniósł głowę, rozchlapując jeszcze parę kropel na boki, po czym ponownie przesunął jęzorem po wargach. Zerknął na spanielkę, a później znów na jej właścicielkę- z wdzięcznością...
_________________

      Rasa postaci: mieszaniec z matki labrador/nowofunland i ojca border collie
      Poziom zdrowia: 100 HP
      Punkty siły: 3
      Punkty obrony: 3
      Punkty szybkości: 3
      Autor zdjęć: Crysania @ The Daily Puppy
      Punkty Doświadczenia: 10exp
      Skarbonka: 160b
 
     
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-03, 17:19   



    ..... Młoda suczka z uśmiechem obserwowała, jak ów samiec łapczywie zaspakaja pragnienie. Pokiwała łebkiem, po czym zniknęła we wnętrzu domu, coby samca nie krępować. Staruszka za to wyciągnęła ku czarnemu rękę, jednak nie naciskała, trzymała ją kilkanaście centymetrów przed Rylynnem, obserwując. Niekoniecznie chciała go pieścić, po prostu miała dziwny zwyczaj, każdemu psu wyciągała do powąchania dłoń, delikatnie masując go za uchem. Jednak robiła to uważnie, nie chciała żadnego z psich istnień zdenerwować, bo, nie okłamujmy się, stanowiła dość łatwy cel. Wiedziała, że zapewne już nigdy czarnego mieszańca nie ujrzy, podobnie jak większości osobników, sprowadzanych przez Mirage.
    ......Po krótkiej chwili powróciła spanielka. W pysku trzymała spore udko, najprawdopodobniej indycze. Podrzuciła je Włóczędze, po czym powiedziała spokojnie:
    - Proszę, dla Ciebie, na drogę. Bo rozumiem, że zapewne zamierzasz już nas opuścić? - spytała, przekrzywiając łepetynę w prawo, uważnie obserwując wyraz pyska samca. Oblizała pyszczek, ot, odruch na widok smacznego kąsku. Udo surowe, zatem nawet kość nie powinna zaszkodzić takiemu łazikowi, jakim był ów pies. Wszakże zapewne i gorszymi daniami przyszło mu zapełniać żołądek, by we względnym spokoju dotrwać kolejnego dnia. Odsunęła się, pozostawiając poczęstunek dość blisko psa. Jej pysk nadal wyrażał ciepłe uczucia, którymi oto darzyła ona wszelkie istoty - wiadomo, jaka pani, taki i pies. A wyjaśnienia, dotyczące niebezpieczeństw pozostawiła nieco na boku, nie reagując. Zdawała sobie bowiem z tego sprawę, jednak odczuwała dziwną potrzebę pomocy takim istotom, jaka oto tkwiła przed jej niewielką postacią.

 
     
Rylynn 
Dorosły
The blue one



Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 37
Wysłany: 2012-01-04, 20:46   

Rylynn w pierwszej chwili nieco nieśmiało podsunął łeb pod dłoń starej dobrodziejki, ale po chwili, całkiem zadowolony z pieszczoty, jaką mu oferowała, wcisnął się w nią kudłatą skronią, lekko kiwając nią na boki. Żadna ludzka ręka nie dotknęła go w ten sposób odkąd uciekł ze swojego ostatniego domu- zdawało mu się wymykać komuś, kto starał się go skrępować, ale nie przypominało mu się by był głaskany przez ostatnie miesiące. Stanowiło to tę prostą przyjemność, której nie rozumiał, a za którą przepadał, jak wszyscy chyba jego pobratymcy...
Kiedy niedaleko jego przednich łap wylądowało indycze udo, po spojrzeniu na nie musiał aż oblizać pysk i przełknąć ślinę. Choć dawno minęła już pora dnia, nazywana porankiem, on wciąż nic jeszcze nie jadł, a zapach surowego białego mięsa był bardzo kuszący. Uniósł wzrok z apetycznego kąska, by jeszcze raz zerknąć bystrymi, analitycznymi, ale trochę melancholijnymi ślepiami na podstarzałą dobrodziejkę, po czym przeniósł spojrzenie na jej czarno-białą towarzyszkę.
-Składam Ci ogromne podziękowania... i przekaż je, proszę, swojej pani- powiedział miękko, po czym pochylił się nad kawałkiem drobiu i złapał go w potężną paszczę. Następnie zawrócił w kierunku wyjścia z domu i przestąpił przednimi łapami przez próg. Nagle, całkiem znienacka, zwrócił uwagę na bicie swojego serca. Odwrócił się jeszcze na moment.
-Bąśsie zdrowe, Mirasz- wyseplenił, po czym powoli poczłapał w kierunku dziury, którą został tu sprowadzony...
_________________

      Rasa postaci: mieszaniec z matki labrador/nowofunland i ojca border collie
      Poziom zdrowia: 100 HP
      Punkty siły: 3
      Punkty obrony: 3
      Punkty szybkości: 3
      Autor zdjęć: Crysania @ The Daily Puppy
      Punkty Doświadczenia: 10exp
      Skarbonka: 160b
 
     
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-04, 22:59   



    ......A babuleńka uśmiechnęła się pogodnie i ciepło, czując miękkie, acz nieco zaniedbane, geste futro samca, które przyjemnie ocieplało jej wychudzone dłonie. Nie miała pewności, jak ten dziki pies przyjmie jej wyciągniętą, drżącą rękę jednak rada była z tego, iż okazał się psem skorym do pieszczot. Kiedy już skończyła, a Rylynn pochwycił ów podarunek, skinęła głową, jakby rozumiała zadowolenie samca. Gdy wędrowiec podziękował, Mirage podeszła nieco bliżej.
    - Nie dziękuj, Przybyszu. Idź i zaznaj samych szczęśliwych chwili. - powiedziała pogodnie, swymi ciemnymi slepiami odprowadzając samca. Gdy ten jeszcze raz się odwrócił, skłoniła mu pyskiem, uśmiechając delikatnie. Wyszła za nim, w milczeniu podążając za nim aż do dziury. Ot, jakby odprowadzając go, ale nie chcąc swoimi słowami psuć nastroju. Dobrodziejka, jak nazwał ją przed chwilą w myślach Rylynn, albo raczej jak nazwała ją userka, postać tą prowadząca, powoli, z niemałym, całkiem łatwo zauważalnym trudem zamknęła drzwi. Mirage spojrzała jeszcze raz na czarnego kundla, po czym, wyraźnie zainteresowana, zapytała:
    - Dokąd teraz się udasz, Alanie? Jakie masz plany? Czy też raczej preferujesz spontan? - a głos jej całkiem pogodny, delikatnie powietrze przemierzający, dotarł do ucha samca, łechcząc je delikatnie nie zbyt wysokimi tonami. Machnęła nisko osadzonym i niewysoko trzymanym ogonem, o pióropuszu bujnym i zadbanym.
    - O ile oczywiście nie jest to tajemnicą. - dodała pospiesznie.


 
     
Rylynn 
Dorosły
The blue one



Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 37
Wysłany: 2012-01-06, 19:01   

//Rylynn przedstawił się Mirusi jako Rylynn, nie Alan, ale to tak czysto merytorycznie się czepiam ^^//

-Ech, tam, tajemnisa- dobyło się z zajętego trzymaniem indyczego uda pyska kundla. Odłożył on apetyczny kąsek na zmarzniętą ziemię obok siebie i, rzuciwszy krótko okiem na dziurę, spojrzał znów na Mirage. Kochana duszyczka, esencja dobra i czułości... Takie były potrzebne na tym świecie, by dodawać życiom tych, którzy patrzą na niebiesko, odrobiny kolorów. Szkoda, że jeśli już ktoś taki zaistniał, nie dane mu było raczej rozsiewać swojej pozytywnej energii zbyt długo. Albo pozwalał światu przesycić swoje ideały jadem i tracił je na rzecz wszechogarniającej znieczulicy, której sam Rylynn był doskonałym przykładem, albo pozostawał wierny swym przekonaniom i... ginął zgodnie z zasadami przetrwania.
-Pokręcę się po tym mieście jeszcze przez jakiś czas, parę dni, może nawet pełen cykl księżyca... okazuje się nie być tak niegościnne, jak początkowo sądziłem- odparł spokojnie.
_________________

      Rasa postaci: mieszaniec z matki labrador/nowofunland i ojca border collie
      Poziom zdrowia: 100 HP
      Punkty siły: 3
      Punkty obrony: 3
      Punkty szybkości: 3
      Autor zdjęć: Crysania @ The Daily Puppy
      Punkty Doświadczenia: 10exp
      Skarbonka: 160b
 
     
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-06, 22:06   

// wybacz, już zapominam komu jak się przedstawił o_O . Przepraszam za niedopatrzenie //



    ..... Mirage jedynie skłoniła nisko czerepem nowopoznanemu samcowi. Nie bała się go, nie obawiała... ba, ona w pewnym sensie go podziwiała. Chociaż bowiem znać po sobie tego nie dała, sama aż się do podróży rwała. Coś ją jednak tutaj trzymało, coś powodowało, iż nie mogła opuścić tego miejsca. Babuleńka. Schorowana, zmartwiona, przez życie niejednokrotnie pokrzywdzona. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby zostawiła ją samą. Spojrzała na mieszańca jeszcze raz, uśmiechając niepewnie.
    - Wiesz, fajnie masz... - rzuciła, a w tonie jej głosu wyczuć można było bez mniejszego trudu nutę podziwu, wymieszaną ze sporą dozą zazdrości. Pokręciła głową, spuściwszy ją nieco, po czym dzielnie ją uniosła, a przez pysk jej przemknął blady, smutkiem podszyty uśmiech.
    - Uciekaj już. Nie chcę Cię zatrzymywać, Rylynnie. - po czym, jakby na żadną odpowiedź czy reakcję nie czekając, ruszyła powoli, ze smętnie zwieszoną głową w stronę domu. Przystanęła, westchnęła ciężko, po czym, jakby dodało jej to nieco odwagi, wypięła pierś, wyprostowała się uniosła nieco dotychczas zwieszony ogon oraz łeb, po czym zniknęła w drzwiach domu. I tyle czarny kundel ją widział...
    ..... Oto słońce, zawieszone dość wysoko, smyrało delikatnie psa ciepłymi promykami. Temperatura wzrosła do okolic zerowych, niektóre kałuże powoli topniały. Jednak większość nadal spowita była cienką warstwą lodu. Po położeniu słońca wywnioskować można, że oto będzie w okolicach godziny czternastej. Dokąd teraz uda się Rylynn? Powróci tą samą drogą, czy może raczej ruszy ku centrum miejskiej gonitwy?


 
     
Rylynn 
Dorosły
The blue one



Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 37
Wysłany: 2012-01-07, 23:04   

Z jednej strony- wiedział to. Wiedział, że ma 'fajnie'. Żadne inne życie nie mogłoby dać mu poczucia poprawności, że oto prowadzi je w zgodzie ze sobą samym. Miał jednak świadomość, że dla kogoś, kto nie tylko sam żył w dostatku, ale i mógł dzielić się całkiem sporą ilością dóbr z innymi, nie byłoby to do zniesienia. Za dużo samotności, wyzwań, wyrzeczeń... Może, gdyby ktoś ją tego nauczył, powoli w to wprowadził, podołałaby, ale w obecnej chwili wiedział, że nie dałaby rady.
Życie polegało jednak na próbowaniu i podążaniu za głosem własnego serca. Jeśli jego energia kazała mu wędrować- wybrał się na wędrówkę, pozostawiając kochających go właścicieli. "Jeśli coś kochasz, daj temu odejść. Jeżeli powróci, jest twoje, jeśli nie- znaczy, że nigdy do ciebie nie należało".
-Twój los leży w Twoich własnych łapach...- wymamrotał za nią, na tyle głośno, by to dosłyszała, ale dość cicho zarazem- jakby dbając, by słowa te nie wpadły w żadne inne uszy, niż te długie, czarne, pokryte atłasową, falowaną sierścią. "Sama ustalasz swoje wartości", dodał w myślach. "Nie mamy do spełnienia w życiu misji innej, niż w końcu umrzeć... Ale Ty wierzysz w coś innego, prawda, Mirage? Dziękuję Ci za to. Dziękuję za Twoją słodką naiwność..."

Aby uciąć na dobre ckliwą atmosferę, odwrócił się zaledwie moment po tym, jak spanielka wykonała w tył zwrot. Nie dane mu było nawet dojrzeć jej westchnienia, bo w tej chwili już przekładał łapę przez dziurę w płocie. Nim suczka zniknęła w domu, sam znalazł się już na ulicy. Rozejrzał się na boki. Ujadanie, jakie go odprowadziło aż w to miejsce, ucichło całkowicie, by przebudzić się znów, gdy ruszył powoli w drogę powrotną do miasta...
_________________

      Rasa postaci: mieszaniec z matki labrador/nowofunland i ojca border collie
      Poziom zdrowia: 100 HP
      Punkty siły: 3
      Punkty obrony: 3
      Punkty szybkości: 3
      Autor zdjęć: Crysania @ The Daily Puppy
      Punkty Doświadczenia: 10exp
      Skarbonka: 160b
 
     
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-09, 15:49   



    ..... Ciężkie kroki samca rozchodziły się niegłośnym dźwiękiem stukania pazurami o rozmrażający się asfalt, który powoli zasnuwały mokre krople roztopionego śniegu, albo raczej tego, co po nim pozostawało. Kapryśna była pogoda tej zimy, z rana mróz, teraz temperatura powoli przekraczała magiczną zerową kreskę na termometrze. Dwie kreski powyżej zera. Więcej nie będzie, oto najcieplejsza pora tego dnia. Zastygły gdzieniegdzie w bezruchu śnieg, tworzył brudne, kruche, sklejone masy, na których osadzały się wszelkiego rodzaju paprochy. Z każdym kolejnym krokiem zabudowania zdawały się zagęszczać, drogi poczęły tworzyć gęste plątaniny asfaltowych taśm a urocze domki odchodziły w zapomnienie na rzecz wysokich, pnących się ku niebu bloków. Coraz więcej samochodów, co oznacza większe stężenie spalin w powietrzu. Masy biegających ludzi, śpieszących do centrum. Czegoż wędrowiec szukał tu, w jednej z bardziej ruchliwych dzielnic miasta?
    ..... Po prawej stronie rozciągał się park, jesienią zapewne zaścielony dywanem wielobarwnych liści, dziś przypominał raczej sterczące, suche badyle. Niezbyt to zachęcające. Po lewej jakieś zabudowania, blokowisko, jakiś trzepak do dywanów, na którym dzieciaki wykręcają jakieś fikołki. Zapachy? Mieszanina wszystkiego i niczego, gdzieś jakaś gospodyni szykuje obiad, gdzie indziej znów wyfiołkowana damulka rusza na spacer ze swym ratlerkiem, to znów wandale obrzucają jajami z okien przechodniów. Nic nadzwyczajnego.


 
     
Rylynn 
Dorosły
The blue one



Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 37
Wysłany: 2012-01-10, 11:14   

Nim znalazł się pośród gęstszych zabudowań, zjadł otrzymany od Mirage indyczy udziec- mając doświadczenie z wcześniejszych godzin- oraz z ładnych paru lat życia- wiedział, że spacerowanie z takim kąskiem byłoby jawną prowokacją całego tałatajstwa, kalającego te ulice swoim bezczelnym istnieniem. Gdy strawa napełniła jego żołądek, poczuł przyjemne ciepło, ale czymże był taki kawałek mięsa dla wielkiego psiska, jakim był? Posiłek ów jedynie zaostrzył jego apetyt, więc zdecydował się rozejrzeć za czymś jeszcze, co mógłby przełknąć...
Wędrując po chodnikach- starał się przy tym sunąć możliwie blisko ścian zabudowań, by nie ładować się ludziom pod nogi- łapał górny wiatr i wyławiał z oceanu kwaśnego smrodu spalin jakieś bardziej apetyczne zapachy. Chciał znaleźć jakiś osiedlowy śmietnik, taką betonową altankę z mnóstwem koszy, bo któryś z nich z pewnością skrywałby coś, co mogłoby stać się dlań obiadem. A jeśli nie, to może chociaż w mijanych na każdym kroku kamiennych kubłach znajdzie się jakaś bułka po hot-dogu, z której wyjedzono wszystkie warzywa i parówkę?
_________________

      Rasa postaci: mieszaniec z matki labrador/nowofunland i ojca border collie
      Poziom zdrowia: 100 HP
      Punkty siły: 3
      Punkty obrony: 3
      Punkty szybkości: 3
      Autor zdjęć: Crysania @ The Daily Puppy
      Punkty Doświadczenia: 10exp
      Skarbonka: 160b
 
     
Mistrz Gry


Dołączył: 22 Gru 2011
Posty: 15
Wysłany: 2012-01-13, 18:51   


    ..... Niestety, w miejscu, gdzie nasz Rylynn znajdował się aktualnie, nic nie zapowiadało wymarzonej przekąski. Było tu wszakże sporo koszy, wyścielonych czarnymi workami, jednakże najwidoczniej Włóczęga trafił do miasta chwilę po służbach, zajmujących się oczyszczaniem miasta - świeciły one jeno pustkami. Rozejrzyjmy się dalej... Na jednej z ławek, na terenie rozciągającego się po lewicy samca blokowiska, siedział człowiek. Wysoki mężczyzna, około czterdziestki, w stylu dawno angielskiego dżentelmena, dostojnie wyglądającego o całkiem szlachetnym profilu, przyodzianym w ostre rysy. Jego ciemny krawat idealnie komponował się z grafitowym garniturem oraz jasną koszulą, o nastawionym kołnierzu. Na stopach wypastowane, pełne połysku półbuty, skóra pierwszej jakości. Na nosie okulary, o grubych i wyrazistych ktuczoczarnych oprawkach. Ciemne, przyprawione odrobiną siwizną, ulizane włosy oraz brązowe oczy, których ciepło ulokowane trwało w gazecie. Dodatkowo narzucony na siebie miał czarny płaszczyk, długi, aktualnie rozpięty oraz szarawy szal, który oplatał jego niezbyt długą czy grubą szyję. Było jednak coś, co psuło ogólne wrażenie elegancji i wyniosłości, a mianowicie hot dog, który tkwił w dłoni człeka. Całkiem nietknięty, jeszcze ciepły, a zapach jego nęcił nozdrza Włóczęgi. Czy się skusi na ten łatwy i zapewne całkiem smaczny kąsek? Mężczyzna trzymał dłoń dość nisko, by ten zwyczajnie podszedł, chwycił bułkę i dał w długą. Zdawało się, iż człowiek ten nawet się nie spostzreże, tak bardzo zaabsorbowany był nowymi newsami, wypisanymi w mądrym piśmie politycznym. Jednak zawsze istnieje pewne ryzyko, jednak Rylynn jako stały bywalec tego typu miejsc zapewne doskonale zdawał sobie z nich sprawę. Co więc uczyni samiec? Ruszy na podbój hot dogów, czy też raczej poszuka innego rozwiązania, innego smakołyka? Czy chęć zapełnienia żołądka przejmie kontrolę nad kundlem?




  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandgrey created by spleen modified v0.3 by warna

Partnerzy:
Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 10